Blog Piotra Okońskiego :

o pasji związanej ze zbieraniem autografów 

 Polub/obserwuj!

Bądź na bieżąco!

O nas

New York Times o Wiśle Kraków - tłumaczenie materiału

Artykuł przetłumaczony w dosyć luźny, amatorski i dosłowny sposób, za wszelkie niezgodności z góry przepraszam. Przeznaczony dla ludzi chcących przeczytać materiał w dosyć spójny/nie zniekształcony sposób.

 

MYŚLENICE, Polska - Ciemna, nierówna murawa w ośrodku szkoleniowym Wisły Kraków, była w zeszłym miesiącu zamarznięta, bo kilkuset kibiców włóczyło się po śniegu w oczekiwaniu na powitanie Jakuba Błaszczykowskiego.

 

Błaszczykowski, 33-letni pomocnik, grał w największych meczach piłki nożnej, w tym w finale Ligi Mistrzów 2013 jako zawodnik Borussii Dortmund, dwóch Mistrzostwach Europy oraz Mistrzostwach Świata z reprezentacją Polski.

Ale tego styczniowego popołudnia Błaszczykowski był daleko od tych chwil. Zamiast tego miał zamiar zagrać swój pierwszy mecz sparingowy od czasu dołączenia do Wisły Kraków, jednej z najbardziej utytułowanych drużyn w Polsce. Wisła to klub, w którym Błaszczykowski rozpoczął swoją wielką karierę, a także zespół, do którego obiecał kiedyś powrócić, kiedy podpisał kontrakt z Dortmundem w 2007 roku.

Nie wracał jednak na emeryturę, ani na ostatnią grubą wypłatę. W rzeczywistości było odwrotnie: Błaszczykowski, znany jako Kuba, wrócił do domu w niecodziennym interesie, w którym zgodził się nie brać praktycznie żadnych pieniędzy za grę. Mało tego - dołączył do dwóch polskich inwestorów, pożyczając Wiśle 1,33 mln złotych (około 350 000 $) na pokrycie zaległości względem jego nowych kolegów.

Wiedział, że Wisła, do której przyjechał, była pogrążona w wielkich tarapatach, a jej dumna historia została niemal zrujnowana serią tragicznych wydarzeń związanych z przejęciem przez chuliganów, brakiem pieniędzy i tajemniczym zagranicznym inwestorem, który zaoferował się jako zbawca, odebrał prawa własności klubu, a następnie - bez wpłaty nawet jednego złotego - zniknął.

 Dwie sprzedaże przynoszą kłopoty

Problemy Wisły nawarstwiały się przez lat, ale zaczęły przyspieszać w 2016 roku, kiedy wieloletni właściciel zespołu, Bogusław Cupiał, zdecydował się sprzedać klub.

Cupiał osiągnął sukces w post komunistycznej Polsce, stając się milionerem dzięki swojej firmie kablowej Tele-Fonice. W 1997 roku zainwestował część swojej fortuny w Wisłę, przekształcając klub w ośmiokrotnego mistrza ligi pod jego rządami. Właściciel, stracił jednak znaczną część swojego majątku przez globalny kryzys finansowy w 2008 roku, a w 2016 roku sprzedał klub lokalnemu nabywcy.

Kupiec ten szybko oddał klub TS Wisła, organizacji przyjaznej kibicom, która już kontrolowała inne zespoły sportowe Wisły Kraków. Okazało się, że biznesmen nie miał pieniędzy - powiedział Michał Trela, krakowski reporter dziennika sportowego "Przegląd Sportowy". "Po miesiącu", powiedział Trela, "zwolennicy kupili klub za 1 złoty" - około 25 centów.

W czasach zagranicznych właścicieli w piłce nożnej, sprzedaż, która faktycznie dała fanom głos w prowadzeniu ich klubu powinna być odświeżająca. W Wiśle zakup ten spowodował przejęcie kontroli w klubie przez grupę chuliganów zwanych Rekinami.

"Prawie każdy klub w Polsce ma problem z chuliganami" - powiedział Szymon Jadczak, reporter śledczy polskiej telewizji TVN. "Ale w Wiśle chuligani byli klubem."


Rekiny mają donośny, budzący strach wizerunek. W 2015 roku część z

 

nich trafiła na pierwsze strony gazet, gdy zostali sfotografowani z nazistowskimi emblematami

 

podczas pobytu w Rzymie, gdzie przybyli na mecz Lazio Rzym,

 

pod przewodnictwem Pawła Michalskiego, który  spędził ponad

 

sześć lat w więzieniu rzucenie nożem w włoskiego gracza podczas meczu Pucharu

 

UEFA. Poprzez TS Wisłę, Michalski spowodował, że dwie osoby o bliskich

 

powiązaniach z rekinami zostały postawione na czele klubu, a kontrakty na wszystko od

 

oczyszczenia stadionu po drukowanie programu meczowego podpisano z przyjaciółmi i

 

współpracownikami za znacznie zawyżone stawki. Klub, jak powiedział Jadczak, stał

 

się "rodzajem bankomatu" dla ludzi związanych z szefostwem rekinów.

 

Gdy  powiązania ujrzały światło dzienne, prezydent Wisły mianowana na stanowisko po przejęciu przez kiboli, Marzena Sarapata, przeprowadziła konferencję prasową, aby oddalić zarzuty, że grupa chuliganów skutecznie kontrolowała klub. Jednak kilka miesięcy później wydano nakaz aresztowania Michalskiego, którego policja oskarżyła o kierowanie grupą przestępczą i zaangażowanie w handel narkotykami.Wkrótce potem Centralne Biuro Śledcze w Polsce przeprowadziło serie nalotów, podczas których aresztowano kilkudziesięciu chuliganów.Michalski opuścił Polskę

Prowadzone przez Jadczaka telewizyjne śledztwo w sprawie przejęcia i niegospodarności w Wiśle wyemitowane przez TVN we Wrześniu - było kroplą, która przelała czarę goryczy;najwyżej postawieni pracownicy klubu zrezygnowali, a władze Krakowa przekonały polskie władze piłkarskie, by omijając Wisłę, przekazały miastu pieniądze należne klubowi, aby pokryć niezapłacony czynsz na miejskim stadionie. Michalski został ostatecznie aresztowany we Włoszech, stanie przed sądem jeszcze w tym roku.

Sarapata nie odpowiedziała na telefony i wiadomości od The New York Times, ale udzieliła wywiadu stronie internetowej należącej do tej samej polskiej firmy bukmacherskiej, która sponsoruje Wisłę i zaprzeczyła wszystkim zarzutom.

W międzyczasie, zeznania aresztowanych pseudokibiców i rewizje w centrali TS Wisły utrudniły znalezienie nowego inwestora dla klubu. A nieopłaceni gracze zajęli miejsce na liście dłużników.

Wisła potrzebowała zbawiciela.

Teoretyczny zbawiciel

W grudniu klub pomyślał, że go znalazł.Przedsiębiorca z Francji i Kambodży, Vanna Ly, który twierdził, że ma duże inwestycje w klubach piłkarskich na całym świecie, ogłosił, że kupi 60 proc. Wisły Kraków. Reszta byłaby własnością Noble Capital Partners, brytyjskiej firmy inwestycyjnej reprezentowanej przez szwedzkiego biznesmena Matsa Hartlinga. Umowa została podpisana, a nowy właściciele zobowiązali się wpłacić na konto klubu 12 milionów złotych (3,2 miliona USD).

 

Ly przyjechał do Krakowa, by obejrzeć mecz i zaczął poznawać ludzi związanych z klubem, którzy niezmiennie niewiele o nim wiedzieli, poza nazwiskiem i obietnicą zainwestowania.

"Spotkałem się z Vanna Ly, on jest prawdziwy, on istnieje" - powiedział Rafał Wisłocki, jeden z nielicznych członków zarządu nieskażonych związkiem z rekinami. "Ma Francuski dowód osobisty. "

Ly, Wisłocki i inni przedstawiciele klubu spotkali się na meczu z Lechem Poznań 1 grudnia. To była ostatnia gra przed zimową przerwą, a Wisła Kraków, mimo kryzysu, skończyła rundę na szóstym miejscu.

Ly wyjaśnił, że nie był pod wrażeniem standardu gry, ale przynajmniej brzmiał tak, jakby wiedział, jak prowadzić klub piłkarski. "Znał odpowiedź, gdy zadawałem trudne pytania" - powiedział Wisłocki.

Umowa kupna została podpisana, choć z perspektywy czasu, osoby z otoczenia klubu stwierdziły,

 

że nawet wtedy coś było nie w porządku: mimo pretendowania do zarządzania milionami

 

dolarów, Ly przybył do Krakowa tanimi liniami lotniczymi, a gdy został zauważony po

 

spotkaniu z krakowskim magistratem, próbował ukryć się przed reporterami pod czarnym

parasolem.

 

Większość pieniędzy na spłatę długów zespołu miała zostać przelana kilka dni później, ale nigdy nigdy nie wpłynęła. Na początku Ly powiedział zarządowi Wisły, że jego telefon został skradziony, co uniemożliwiło mu wysłanie gotówki . Później powiedziano im, że Ly miał atak serca podczas lotu swoim prywatnym odrzutowcem do Nowego Jorku.

O Ly nigdy więcej nie słyszano. Pomimo wielokrotnych prób The Times, aby skontaktować się z nim przez e-mail i telefon, Vanna nie odpowiadał . Po początkowym zawieszeniu telefonu Hartling wysłał e-mail z jednokreskową odpowiedzią: "Ly jest przestępcą, którego będzie się ścigać".

Zapytany o Ly w wiadomości tekstowej, Adam Pietrowski, agent gracza, który przywiózł

 

Hartlinga do Wisły i był na krótko prezydentem klubu, odpowiedział emotikonem: smutną

 

twarzą z nosem Pinokia.

 

Do tego czasu Wisła Kraków miała większe problemy niż brakujący inwestor. Licencja klubu na grę w lidze zostaje zawieszona ze względu na ponurą sytuację finansową, a także z w związku z nieopłaconymi zaległościami względem piłkarzy, którzy prawdopodobnie odejdą. Wisła miała tylko kilka tygodni, aby ustabilizować swoje sprawy.

Wisłocki, który z powodzeniem prowadził akademię młodzieżową zespołu, został mianowany prezesem klubu. Błaszczykowski, nie mając miejsca w składzie niemieckiego Wolfsburga, zasugerował, że rozważy powrót.W styczniu, on i dwaj inwestorzy, z którymi połączył siły, dostarczyli niezbędny zastrzyk gotówki na pokrycie zaległości względem zespołu. Mimo to opóźnił podpisane swojego kontraktu, dopóki nie zapewniono przywrócenia licencji Wisły.

Ostatecznie Wisła straciła w styczniu ośmiu zawodników, ale pomoc finansowa Błaszczykowskiego, a także możliwość grania u boku szanowanego w Polsce gracza, spowodowały wśród piłkarzy poprawę nastrojów.

"Kuba daje nam przekonanie, że możemy sprawić, że ten klub będzie znów świetny" - powiedział Wisłocki.

Odrodzenie na mrozie

Kilka dni po swoim pierwszym meczu sparingowym, Błaszczykowski ponownie wyruszył na boisko w Myślenicach, gdzie wielki tłum skandował jego imię. Kolejny sparing,ponownie porażka Wisły 3-2, i znów tłum zebrał się przy wejściu na pole treningowe w nadziei na zrobienie zdjęcia z Kubą.

Gdy rozpoczęła się druga połowa tej gry, dotarło do nich, że najpoważniejszy kryzys Wisły dobiegł końca: Komisja Ligi przywróciła klubowi Licencję, co pozwoliło na rozpoczęcie sprzedaży biletów na pozostałe mecze. Wisłocki ogłosił, że klub sprzedaje fanom 5 procent swoich akcji;w niecałe 24 godziny klub zarobił w ten sposób 4 miliony złotych (nieco ponad 1 milion USD).Ostatecznie Błaszczykowski podpisał kontrakt, choć reguły ligowe uniemożliwiły mu grę za darmo. Zamiast tego przekaże swoje 500 zł płacy minimalnej (130 USD) do lokalnego domu dziecka. Kuba w końcu zadebiutował w lidze w przegranym 2-0 meczu z Górnikiem Zabrze w zeszłym tygodniu. Konieczne jest znalezienie nowego właściciela - bez niego, powiedział dziennikarz Trela, "nie będzie można uzyskać licencji na następny sezon" - ale Wisła chwilowo złapała oddech.

 

"Powiedzieli, że będziemy kolejnym miastem w Manchesterze w Polsce!" Powiedział ze śmiechem Stolarczyk." Ale

 

chcę powiedzieć, że zespół nie wierzył we wszystko, co im powiedziano."

Jego jedyną troską jest teraz druga połowa sezonu. Posiadanie jednego z najlepszych polskich zawodników to bonus, ale doskonale zdaje sobie sprawę z umiejętności, jakie wnosi do zespołu Błaszczykowski.

"Wszyscy będą na niego patrzeć, wszyscy będą o nim rozmawiać, a także wszyscy rywale będą próbowali go powstrzymać" - powiedział Stolarczyk."Więc naszym zadaniem jest spróbować go chronić."

Długo po ostatnim gwizdku z pierwszej gry, Błaszczykowski nie potrzebował ochrony. Stał z kamienną twarzą, podpisując każdą koszulkę, którą mu wręczono i pozował do każdego selfie.

Właśnie dlatego rodzice zabrali swoje dzieci w przeraźliwy mróz, aby przycisnąć się do ogrodzenia, by zmrużyć oczy w niskie, zimowe słońce.Właśnie dlatego miłośnicy Wisły znów mieli nadzieję.

"Kochamy Kubę" - powiedział jeden z nich. "Kuba jest naszym bohaterem."

 


artykuł tłumaczony z :https://www.nytimes.com/2019/02/17/sports/wisla-krakow-hooligans-kuba.html

 

Każde podanie dalej/udostępnienie tekstów wydatnie pomaga w tworzeniu nowych, regularnych materiałów !

 

 

17 lutego 2019
Twój e-mail:
Treść wiadomości:
Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

Podziel się z nami swoją opinią !